wtorek, 15 września 2015

Oriflame - czy warto?


Zacznę od tego, że zawsze uważałam, że nie dam się wciągnąć w zabawy typu Oriflame, Avon czy FM Group.
Konsultantką Oriflame zostałam całkiem niedawno, w zasadzie jestem na początku swojej "kariery". Pierwsze zamówienie złożyłam na początku sierpnia:), czyli mam za sobą dopiero 2 katalogi. Ale już mogę coś na ten temat napisać. 

Po pierwsze udało mi się wygrać "kosmetyki" (całe 2 hehe:P) marki Oriflame, więc naturalnie umówiłam się po ich odbiór. Spotkałam się z Panią Elą w Domu Lodów Barton. Kosmetyki Oriflame miałam okazję ostatni raz testować gdzieś w okresie liceum, więc z chęcią wzięłam katalog.Wpisowe do klubu tylko 4,90 zł (jednorazowa opłata). Zaryzykowałam:). Zatem jakie korzyści niesie ze sobą "bycie konsultantką" (oczami osoby początkującej:))?
  • kosmetyki 23% taniej od cen katalogowych
  • specjalnie promocje, np ostatnio dostałam się na maila informację, że jeśli złożę zamówienie w ciągu 2 dni, będę mogła zakupić wodę toaletową w cenie 19,90 zł zamiast np 99,90 zł. Okazje wydają się świetne, niestety jeszcze ani razu nie zdążyłam z takowej skorzystać:/ Wierzę jednak, że kiedyś na pewno mi się uda skompletować zamówienie na czas:)
  • Tzw. "Program Witamy". W 3 katalogach pod rząd dostaje się nagrody za zamówienia powyżej 50 PP (tzw. Punktów Premiowych) , co wychodzi w przeliczeniu ok 180 zł (po odjęciu rabatu 20%). Wartość nagród jakie dostajemy to 80-150 zł za każdy katalog. Za zamówienie w obecnym katalogu, jeśli je złożę, dostanę suszarką Remington. A miałam właśnie sobie kupić suszarkę, więc świetnie się składa:)
  • Brak obowiązku zamawiania produktów co miesiąc za określoną kwotę
  • Możliwość zwrotu każdego kosmetyku (odpakowanego lub nie)!!! w okresie do 30 ni od daty otrzymania zamówienia. Warunek: kosmetyk może być zużyty w maksymalnie 1/3 objętości.
  • Przy zamówieniach w dalszych katalogach wysokopunktowanych, kolejne niespodzianki i nagrody. 
Oriflame kusi promocjami, bonusami, gratisami i nagrodami bo musi. Kiedyś marka miała dużo łatwiej, nie było tylu "Rossmanów" na każdym kroku i takiej konkurencji na rynku kosmetycznym. Zyskujemy na tym wyłącznie my, konsumenci, bo nie tylko okazje cenowe są lepsze. Laboratoria kosmetyczne muszą stale pracować nad ulepszaniem formuł już istniejących sztandardowych produktów marki, wprowadzaniem nowych, skutecznych rozwiązań, aby sprostać oczekiwaniom klientów i wypuścić produkt, który będzie godny polecenia.

Czy ciężko jest zebrać zamówienia na określoną ilość punktów gwarantujących nagrody? Wystarczy pokazać katalog rodzinie i znajomym, każdy coś sobie wybierze i punkty się sumują. Ja póki co nie miałam problemu, przynajmniej na uzyskanie tego poziomu, który mnie na chwilę obecną interesują.

Co mi się nie spodobało lub co mogło być lepiej:
  • W katalogu jest oferta " kup kosmetyk A, a kosmetyk B dostaniesz gratis" W praktyce za każdy "gratis" płacę 80 groszy! Niby nic, a jednak;)
  • Niestety tylko jeden katalog jest za free, jak chce się większą ilość trzeba dodatkowo zapłacić. I możemy przyjąć ten jeden gratisowy, lub zapłacić 3 zł i dostaniemy wtedy 3 katalogi. Nie wiem czemu nie ma możliwości otrzymania 2 katalogów:)
  • Za próbki również się płaci, pojedyncze powinni dołączać gratis!
  • Trzeba złożyć naprawdę spore zamówienie (powyżej 100 PP czyli ok 350 zł), żeby mieć przesyłkę gratis. Jest na to jednak rozwiązanie: Jeśli nie chcemy ponosić kosztów przesyłki, wybieramy jednej z 4 produktów tzw. "zwalniających z opłaty za przesyłkę"/. Wybór jest, ale nie duży. Inna sprawa, że ostatnio wolałam zapłacić 5,90 zł za odbiór paczki w punkcie, niż wybrać produkt zwalniający z opłaty. Dlaczego? Produkty zwalniające z opłat były w katalogu obecnym, czyli 13, w cenach regularnych, więc dla przybliżenia, nie zamierzałam płacić za piankę do golenia 20 zł!, jeśli mogę wydać tylko 6zł...
  • Za akcesoria dostajemy dwukrotnie mniejszą ilość punków PP...a szkoda. Za to za produkty wellness przysługuje nam dwukrotnie większa ilość punktów PP, chociaż akurat tymi produktami nie jestem póki co zainteresowana

Jak można zarobić w Oriflame?
Z tego co się orientuję:) na 2 sposoby:
  • Sprzedając kosmetyki innym, możemy zarobić te ok. 20 % różnicy za mówienia. Jak to się ma w rzeczywistości? Katalog pokazuje się najczęściej rodzinie albo znajomym, obecnie spotykam się tylko z najbliższymi znajomymi, nie zamierzam na nikim zarabiać:) Kosmetyki biorę tylko dla siebie, a jeśli dla rodziny i znajomych, to ze zniżką.
  • Zapraszając do Oriflame inne osoby, to chyba lepszy sposób pod warunkiem, że zaprosimy tych osób sporo, a te osoby zaproszą kolejne osoby. Trochę ciężkie do wykonania, najlepiej mają Ci co daaawano zaczęli. Poza tym, za każde zaproszone 3 osoby w czasie obowiązywania danego katalogu, dostajemy świetne prezenty za kwotę 4,90zł. Np teraz można otrzymać śliczną czarną plecioną torebkę ze sznureczkami zakończonymi frędzlami. Mam na nią ogromną ochotę i będę starała się zaprosić te osoby:)
Ja póki co nie widzę w tym "źródełka" swoich dochodów, zamawiam kosmetyki bo lubię. Poza tym przyjemnie jest przeglądać nowe katalogi, a później ten dreszczyk emocji, gdy paczka jest do odebrania:) 

Czego na pewno nie zamówię w Oriflame, dam znać, produktami, z których  jestem zadowolona, na pewno podzielę się na blogu. I nie będzie to opinia osoby zarabiającej na kosmetykach (póki co:P), ale opinia mam nadzieję rzetelna, w odniesieniu do analogicznych produktów innych marek, jakie mi było dane testować.

Podsumowując, czy warto dołączyć do Oriflame?
Ja póki co jestem jak najbardziej na tak, nic nie tracimy, a tylko możemy zyskać. Poza tym, co ważne, bo zapomniałam wspomnieć, kosmetyki Oriflame są naprawdę dobrej jakości, poczynając od dobrze dopracowanych, funkcjonalnych opakowań, po, co najważniejsze same produkty. I każdy, nawet używany produkt, który nie spełnił naszych oczekiwań, możemy zwrócić!


Jak dołączyć do Oriflame? Kliknijcie w poniższy link, zarejestrujcie się i do dzieła:)

                                

Follow on Bloglovin

 Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Prędzej czy później również do Ciebie zajrzę:) Będzie mi miło jeśli zaobserwujesz mojego bloga, jeśli spodoba mi się u Ciebie, odwdzięczę się tym samym:)

poniedziałek, 7 września 2015

Makijaż na macierzyńskim, czyli czy siedząc w domu warto się malować?

W zasadzie w tym poście chciałabym się z Wami podzielić jak wygląda mój codzienny/ niecodzienny makijaż oraz poruszyć kwestię makijażu kobiety będących na urlopie macierzyńskim/ wychowujących dzieci.

Czy siedząc w domu jest sens się malować tak jakbyście szły do pracy/szkoły na uczelnię? Czy jest na to czas?

Ja miałam ciężki okres zaraz po porodzie i przez kolejne kilka miesięcy. Nie było czasu nawet na spokojne zjedzenie obiadu na ciepło. Niewykonalne. W zasadzie byłam tak nie wyspana i padnięta, że każdą wolną chwilę (której nie było!) poświęciłabym na spanie! Teraz dalej jest ciężko, ale coraz lepiej:) Ćwiczę regularnie i w końcu zaczynam w miarę normalnie żyć. Są jednak dni, że moja pielęgnacja opiera się jedynie na umyciu twarzy, stonizowaniu skóry, nałożeniu kremu i to tyle.  I dobrze, skóra ma czas na odpoczynek:). Najczęściej wtedy jednak nigdzie nie wychodzę lub wychodzę maksymalnie na spacer z dziećmi, podczas którego śpią, zakładam na nos okulary i... czuję się świetnie! Często jednak stosuję krem BB dla lepszego samopoczucia, ostatnimi czasy zachwycam się jednak kremem CC od Bielendy oraz kremem brązującym od Altery.

Ogólnie jak już gdziekolwiek idę do "ludzi" to obowiązkowymi elementami mojego makijażu są:
  • podkład, puder
  • korektor pod oczy
  • tusz do rzęs
  • RÓŻ <3. Z kosmetyków modelujących twarz, to właśnie róże darzę największą miłością:)
  • jasna cielista, kredka na dolną linii rzęs. Dokładam ją często do tego szybkiego, codziennego makupu. Nie tyle po to powiększyć optycznie oczy, ale żeby wyglądać na mniej zmęczoną, widzę dużą różnicę z kredką na dolnej linii rzęs i bez niej, jeśli chodzi o moje zaczerwienione, niewyspane oczy. Obecnie wykańczam Białą kredkę od essence i zaczynam współpracę z kredką na linię wodną od makeup Revolution.
Również uwielbiane, ale nie "niezbędne":) na codzienne wyjścia:
  • rozświetlacz, nie jest może konieczny, ale również lubię znaleźć te kilka sekund więcej na blask i rozświetlenie mojego zmęczonego lica. Tym bardziej, że w tym sezonie króluje Strobing!
  • cienie w odcieniu brązów, beżu, brudnych róży, ZŁOTA <3

Moi "podstawowi" ulubieńcy codziennego makeup-u:

Dodaj napisBielende krem CC z efektem blur, brązujący krem od Altery, rozświetlacz Mary Lou Manizer, tusz do rzęs Colossal, korektor maybelline Affinitone, Makeup Revolution kredka na linię wodną INNER EYE, paleta róży Makeup Revolotion

Ta "czarna" kredka to rozświetlacz w odcieniu nude na linię wodną od Makeup Revolution. Jest naprawdę świetny! Doskonale ukrywa ślady nieprzespanej nocy:)

A teraz kremik brązujący, który pokochałam okresie wakacyjnym:


Tani jak barszcz, dałam za niego niecałe 5zł! Wtapia się w skórę, nadając równocześnie zdrowy, świeży i wypoczęty look.

Całość wygląda mniej więcej tak:



Niestety nie mam odpowiedniego sprzętu/ nie potrafię zrobić porządnych zdjęć, na których wszystko byłoby widać jak należy, nigdy nie udało mi się sfotografować moich makijaży tak żeby odzwierciadlały rzeczywistość, nie widać dobrze ani kolorów, ani nic:/ A z programów do obróbki od tej pory nie miałam zbytnio od czynienia, jedynie w Picassie się trochę bawiłam, ale program dość prymitywny. Może czas to zmienić?






Jeśli mam chwilkę czasu i decyduję się na modelowanie powiek cieniami, to podkreślam wtedy również brwi. Ich dolną granicę zaznaczam kredką do brwi CATRICE w odcieniu 020 Date With Ash-ton., a całość wypełniam  najjaśniejszym cieniem  z zestawu o stylizacji brwi od essence - eyebrow stylist set 01 przy użyciu pędzelka Inglot T31.
A co z ustami? Pilnuję przede wszystkim nawilżenia, a szkoda, bo usta podkreślone pomadką prezentują się naprawdę kobieco, ale uwierzcie, ja nie mam na to czasu! Najczęściej kończy się na carmexie i ew szybkim błyszczyku:)

Aha i w weekend staram się jednak wyglądać "dobrze", bo chcę się podobać swojemu mężowi ;), w sobotę jest to delikatny makeup, prawie że no-makeup:), a w Nd zawsze funduję sobie coś ekstra:)

Czy warto się malować więc prawie nie wychodząc z domu?

Za makijażem:
-lepszy wygląd = lepsze samopoczucie. A lepsze samopoczucie wpływa nie tylko na naszą kondycję psychiczną i zdrowotną, ale również otoczenia, czyli dziecka/dzieci i męża:)

Przeciw:
-Gdy mamy roboty naprawdę sporo, a dziecko nie pozwala prawie na nic, tracimy cenny czas, zarówno na makijaż jak i demakijaż. A zaległości w domu narastają...

To takie moje spostrzeżenia, a więc podsumowując ja uważam, że warto. Jeśli kóraś kobitka ma inne zdanie, czy zauważa inne plus/ minusy to zapraszam do dyskusji:)

Follow on Bloglovin

Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Prędzej czy później również do Ciebie zajrzę:) Będzie mi miło jeśli zaobserwujesz mojego bloga, jeśli spodoba mi się u Ciebie, odwdzięczę się tym samym:)