poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Kontrowersyjne emulgatory. Emulgatory w kosmetykach naturalnych. Czy można obejść się bez emulgatorów?

Poznajcie prawdę na temat szkodliwości emulgatorów w kosmetykach. Przygotowanie tego postu kosztowało mnie sporo wysiłku i czasu. Posiadam literaturę fachową z chemii kosmetycznej, przejżałam masę różnych stron internetowych i wniosek jest jeden - jest mało RZETELNYCH informacji na temat emulgatorów. Na szczęście są jeszcze strony anglojęzyczne. Jest jeszcze strona FDA i Komisji Europejskiej. A temat jest dość istotny. Główne zagadnienie, które mnie poruszyło, dotyczy owianych złą sławą emulgatorów polietoksylowych PEG. Czy WSZYSTKIE składniki oznaczone skrótem PEG są "złe"? Chciałabym stosować preparaty kosmetyczne świadomie i chciałabym, żebyście też miały tą świadomość.

Czym są emulgatory i jaka jest ich funkcja pisałam wcześniej <klik>

W kosmetykach naturalnych znajdują się (powinny się znajdować) emulgatory tylko pochodzenia naturalnego. Tak więc w literaturze można znaleźć informacje, że emulgatory naturalne, to:

cholesterol (INCI: cholesterol)
lanolina (INCI: lanolin)
wosk przczeli (INCI: cera alba)
wosk Candelilla (Candelilla Wax)
lecytyny (INCI: lecithin)

Buszując dokładniej po necie, już na stronach anglojęzycznych, lista nam się powiększa: udało mi się znaleźć rewelacyjną prenteacje <klik>. Znajduje się tam bogata lista emulgatorów, dopuszczonych do stosowania w kosmetykach naturalnych posiadających certyfikat ECO-CERT. Zapraszam na slajdy 29-51. Prócz tego cała prezentacja dotyczy zagadnienia emulgatorów i jest godna polecenia.
Emulgatory ogólnie rzecz biorąc nie są korzystnymi składnikami kremów, są jednak niezbędne do wytworzenia emulsji - by tłuszcz mógł się wymieszać z wodą.
Co się zarzuca emulgatorom?  Że wypłukują lipidy z naszej skóry, że podrażniają.
Czy można obejść się bez eumlgatorów?

Można, np zamiast kremów stosując olejki. O ile stosowanie olejków na noc może być dobrym rozwiązaniem, o tyle na dzień wydaje się mniej korzystne...
Zamiast emulgatora podobno można użyć również "włókien pomarańczy", ja nie próbowałam, a zdania na temat skuteczności tej "metody" są podzielone...Maja one zapobiec rozwarstwienia się emulsji.
Kolejną opcją są tzw "bazy ciekłokrystaliczne". Są one dedykowane skórom atopowym i bardzo wrażliwym, którym substancje powierzchniowo czynne (w tym emulgatory) szkodzą.
"Pierwsze preparaty ciekłokrystaliczne stosowano w dermatologi, pojawiają się jednak powoli w kosmetyce ze względu na powszechną wrażliwość skóry. Podobieństwo bazy do skóry pozwala stwarzać doszczelniającą warstwę ochronno-nawilżającą i leczyć stany zapalne, nawet te, które są tak łagodne, że nie zdajemy sobie z nich sprawy"
Baza ciekłokrystaliczna. Źródło:
http://www.dobrykremdotwarzy.pl/baza-cieklokrystaliczna-nasladuje-skore-3/
W sumie idea baz ciekłokrystalicznych wydaje mi się bardzo interesująca, mimo, że nie mam skóry atopowej chętnie bym wypróbowała taki kremik. Zobaczymy, jak to z czasem będzie się rozwijać.


A teraz emulgatory uważane jako "szkodliwe", których się powinno unikać w kosmetykach. Lista już z nazwami INCI, nie będę tłumaczyć na polski, myślę że i tak niewiele osób to zainteresuje:

Carbomer 
L PEG-40 sorbitan peroleate 
Carboxymethylcellulose 
PEG-150 stearate 
Ceresin (aka mineral wax, Ozokerite) 
Diethanolamine (DEA) 
Isopropyl stearate (laurate, palmitate, oleate etc) 
Polysorbate 20 
Polysorbate 60 
Polysorbate 80 
Potassium hydroxide 
Propylene glycol 
PEG compounds, eg: 
PEG-8 myristate 
PEG-30 glyceryl cocoate 
PEG-80 glyceryl cocoate 
PEG-15 soyamide/IPDI copolymer 
Sorbitan stearate (laurate, palmitate, oleate etc) 
Steareth-20 
Triethanolamine (TEA)


Na stronach internetowych, szczególnie tych poświęconych kosmetykom naturalnym, czy SPRZEDAJĄCYCH  kosmetyki naturalne, można znaleźć najwięcej informacji świadczących na niekorzyść podanych wyżej związków, szczególnie emulgatorów PEG. O co więc się rozchodzi?

PEG to skrót od nazwy glikol polietylenowy. NIE NALEŻY jednak mylić go z glikolem etylenowym, który jest toksyczny! To pierwszy punkt, dzięki któremu PEG-i zostały owiane złą sławą. Synonimy dla glikolu polietylenowego [poli(tlenek etylenu), synonimy: polietylenoglikol, poliglikol oksyetylenowy, polioksyetylenoglikol, makrogol, PEG, ang. polyethylene glycol, macrogol 400]. Podobny do PEG jest PG (lub GP), czyli glikol polipropylenowy. [Synonimy: propano-1,2-diol, synonimy: 1,2-propanodiol, 1,2-dihydroksypropan, ang. propylene glycol, propane-1,2-diol]. Emulgatorom PEG zarzuca się, że są zanieczyszcone 1,4-dioksanem. Jest to substancja drażniąca i rakotwórcza. I to jest główny powód, dla którego firmy produkujące kosmetyki naturalne i chcące sprzedać swój produkt, umieszczają na swoich stronach informację o SZKODLIWYCH/ NIEBEZPIECZNYCH składnikach kosmetyków, wymieniając PEG jako coś co trzeba uniknąć. W dodatku pojawia się informacja, żeby unikać WSZYSTKICH kosmetyków, które mają w swoim składzie skrót PEG lub końcówkę -eth. I tak oto przekonują naiwnych konsumentów na swoje produkty, którzy w ten sposób zapłacą więcej za dużo droższy "naturalny" kosmetyk. Są emulgatory, które pochodzą z naturalnych źródeł, np z oliwy z oliwek i również mają w swojej nazwie INCI skrót PEG. To jeszcze bardziej przekonuje mnie do kłamstw, jakie można znaleźć w internecie. Chcecie przykład? Proszę:
PEG-7 olivate (lub olive oil PEG-7 esters), kryjący się również pod nazwą Oliven -300. Więcej info: <klik> Dla zainteresowanych, polecam poczytać więcej na temat emulgatorów "Oliven". Zajżeć do prezentacji, do której podałam linka też można.
A teraz wypowiedź ekspertów, odnośnie emulgatorów PEG (mam na myśli ludzi z tytułami naukowymi, chociaż nie zawsze taki tytuł oznacza, że osoba taka ma rację):
"Śladowe ilości dioksanu mogą występować w niektórych substancjach pianotwórczych, detergentach, emulgatorach, zawierających w nazwach INCI: „-eth-”, „PEG-”, „-oxynol-”, „Polyethylene”, „Polyoxyethylene”. W niektórych przypadkach nie da się uniknąć śladowych ilości dioksanu nawet przy zastosowaniu najwyższych standardów produkcji (dobrych praktyk produkcji). Ponieważ jednak dioksan jest substancją lotną (łatwo odparowuje), większość dioksanu może być łatwo usunięta w procesie produkcji składnika kosmetyku. W składniku, który dodaje się do gotowego kosmetyku zostają jedynie śladowe ilości dioksanu. Ponieważ dioksan nie jest dodawany do kosmetyków celowo, nie jest więc składnikiem kosmetyków i nie jest wymieniany na etykiecie kosmetyku.Śladowe ilości dioksanu, jakie mogą się znajdować w kosmetykach nie stanowią ryzyka dla zdrowia. Potwierdziła to m.in. amerykańska Food and Drug Administration. Ponadto, badania absorpcji przeznaskórkowej wykazały, że dioksan bardzo szybko odparowuje z powierzchni skóry, więc możliwość przedostania się dioksanu do organizmu po aplikacji kosmetyku jest znikoma." żródło: klik
Tak więc, denerwuje mnie dezinformacja w Interencie. I naiwność konsumentów. Nieprawdziwe informacje co gorsza szybko się rozpowszechniają, prócz stron "kosmetyków naturalnych" można je znaleźć na portalach dla kobiet, przykładów teraz nie będę podawać, ale chodzi o strony mało naukowe, bardziej rozrywkowe dla kobiet, które uświadamiają kobietę, podając niewiarygodne fakty na temat szkodliwych składników kosmetyków, zyskując w ten sposób czytelniczki. Taka kobieta następnie z przerażaniem ogląda etykiety swoich kosmetyków, odstawia niektóre produkty, wypowiada się na forach, wizażu itp. Czy wkleja teksty z takich stron na swojego bloga. Łatwo można to sprawdzić, np kopiując z posta dotyczącego emulgatorów czy np. parafiny, jedno zdanie i wklejając do przeglądarki - pojawia się mnóstwo wyników  z identycznym (słowo w słowo) zdaniem. Jest obecnie wiele kobiet, które "wymądrzają" się jak to one dobrze znają się na składach. Uważam, że nie powinny robić innym mętliku w głowie, nie opierając się wcześniej na wiarygodnych źródłach.  
Chętnie odpowiem na wszelkie pytania i komentarze.



Follow on Bloglovin 
 Przeczytałaś/eś? Wyraź swoją opinię, bardzo mi na niej zależy:)

5 komentarzy:

  1. Czasem tak włąśnie jest że fama na temat rzekomo szkodliwości danego składnika szerzy się na łamach różnych stron,a nieświadomi czytelnicy mają potem wodę z mózgu, bo wprowadza się ich najzwyczajniej w błąd.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety tak jest, więc po dogłębnym zbadaniu problemu, postanowiłam się wypowiedzieć na ten temat. Trzeba też pamiętać, że nic nie jest takie kolorowe. Nie chcę pisać, że te związki są całkowicie bezpieczne, ale są bezpieczne w ilościach stosowanych w kosmetykach (każdy składnik ma swoją maksymalną dopuszczalną granicę stężenia). Warto np zwrócić uwagę, jak daleko są w składzie INCI na opakowaniu. Im dalej tym, lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że przekopałaś literaturę, szacun :)
    Jednocześnie myślę, że warto stosować najprostszy system - czytać uważnie skład i obserwować reakcje swojej skóry :) I unikać składów, które obszernością i treścią bardziej zbliżone są do indeksu podręcznika chemii analitycznej, niż do czegoś co chce się stosować na skórę ;)

    ja bym nie potępiała tego masowego negowania PEG-ów, jak również SLESów i innych bajek - bo każdy taki artykulik/post pomaga uświadamiać ludzi i uwrażliwiać ich na składy kosmetyków. Ponadto trend ten zaczyna na producentach wymuszać zmiany w kierunku "mniej znaczy lepiej", sugerując, że już nie ilość piany, zapach, konsystencja i poślizg są dla odbiorców kluczowe :) ale bardzo popieram rzetelne podchodzenie do tematu i zwykłe czytanie ze zrozumieniem... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za komentarz. Tak, jak najbardziej jestem za czytaniem składów i za krótkimi składami. Stąd też lubię kosmetyki naturalne, mimo, że można odebrać wrażenie, że tak nie jest;). Obserwować swoją skórę koniecznie, bo dany składnik może być obojętny w stosunku do jednej osoby, a drugiej szkodzić, np wykazując działanie komedogenne.
    Co do masowego potępiania PEG-ów itp, trzeba mieć świadmość, że to nie są składniki prozdrowotne itp, ale też nie wykluczać kosmetyku, dlatego, że gdzieś na końcu składu INCI ma 3 literki: PEG. Mam wrażenie, że niektóre osoby zostały tak zmanipulowane, że wierzą, że to związki nie wiadomo jak szkodliwie. Argumentem "naturalanych" jest również to, że PEG-i są tanie. Fajnie, że składy są "obowiązkowe" i coraz więcej osób stara się je rozszyfrowywać. I to jest dobre. Producenci rzeczywiście próbują "uatrakcyjniać" składy- skracać, znajdywać nowe rozwiązania, zwiększać stężenia substancji kluczowych - aktywnych, np wyciągów roślinnych. Żeby tylko się nie okazało, że za ileś tam lat te nowe rozwiązania, czy nowe typy emulgatorów nie są z też z jakiegoś względu szkodliwe:D Ogólnie ciekawy temat. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobry post. Teraz wiem jakich emulgatorów po prostu należy unikać a jakim dać spokój.

    OdpowiedzUsuń